Wawel Wirek - URANIA 2:0 (0:0)
sobota, 04 listopad 2017

Obraz nędzy i rozpaczy...

 

URANIA: Pardela, P.Grzesik, R.Grzesik, Barczak ('62 Jurczyński), Cieślik, Krzywda ('75 Piecha), Skudlik ('65 Gabryś), Henisz, Bujny, Zalewski, Nowak ('65 Kokoszka)

 

Sędzia główny: Adrian Markiewicz

Asystenci: Robert Reguła, Rafał Benke
KS ŚZPN Podokręg Katowice

Widzów: 100
Już dawno spotkanie derbowe nie miało takiego znaczenia dla dorobku punktowego obydwu drużyn. Przed meczem zarówno Urania jak i tym bardziej Wawel wiedział jak cenne mogą być zdobyte w derbach punkty. Derby, które tym razem nie zgromadziły szerokiej publiczność pewnie głównie za sprawą tak a nie inaczej prezentującej się publiczności bo pogoda jak na listopadowy dzień była wyśmienita. W pierwszej części gry nie da się ukryć lepiej prezentowała się Urania, warto w tym miejscu przytoczyć kilka sytuacji – jak choćby ta z 23 minuty gdy to dobrze pomiędzy dwójkę obrońców wypuszczony został Henisz, dochodzi do sytuacji sam na sam i...w tym momencie sędzia odgwizduje pozycję spaloną. Trzy minuty później mamy dużo przypadkowości w poczynaniach Kochłowiczan ale ostatecznie dochodzi do strzału z bliskiej odległości, golkiper Wawelu obronił jednak dość intuicyjnie i na raty zdołał wyłapać piłkę. W 31 minucie gry mamy jedną z nielicznych w tej części gry kontry gospodarzy, błąd w rozegraniu popełnia Pardela po czym musi gonić za piłką jak szalony by ostatecznie naprawić to co się nie udało i wszystko kończy się na strachu. W tej części gry mieliśmy jeszcze jedną dogodną okazję – w 39 minucie na lewym skrzydle ładnie podkręcił piłkę Robert Grzesik ale kończy się sparowaniem piłki przy słupku na rzut rożny. Obiecujące pierwsze 45 minut pozwalały z umiarkowanym ale jednak optymizmem spoglądać na drugą odsłonę spotkania. Tym bardziej, iż przez pierwsze 6-7 minut znów Urania starała się skonstruować. W 56 minucie mieliśmy pierwsze ostrzeżenie od gospodarzy – dwie okazje dla Wawelu w zasadzie 100% jednak chyba zbyt indywidualnie do nich podeszli zawodnicy z Wirka i tym razem obyło się bez strat. Minutę później nie było już tak różowo – w tempo wypuszczony Lux, dochodzi do piłki i strzela obok interweniującego Pardeli dająć prowadzenie gospodarzom. Niestety stracona przez Uranię bramka ukazała fatalne oblicze zespołu, w zasadzie podcięło im skrzydła a to co starali się stworzyć raziło wręcz prostotą błędów. Wawel od tego czasu grał spokojnie swoje, „kradnąc” kolejne minuty i coraz śmielej poczyniając sobie pod bramką Pardeli. Przełożyło się to na drugiego gola – w 88 minucie gry Wawel wychodzi trójką zawodników, dwóm z nich nie udało się wykończyć akcji w polu karnym ale Kałużny w końcu skierował piłkę wprost do siatki ustalając wynik spotkania na 2:0. Opuszczając stadion Wawelu można było usłyszeć od jednego z sympatyków kochłowickiej Uranii „obraz nędzy i rozpaczy” i trudno się chyba dziwić takiej opinii bo cóż z tego że przez 50 minut Kochłowiczanie potrafili zdominować rywala skoro nie przełożyło się to na wynik a sił zabrakło na resztę spotkania. Urania przegrała najważniejsze spotkanie rundy (poza derbami z Grunwaldem, który nie zdobył nawet punktu) odnotowując tym samym siódmą porażkę z rzędu.
Zdjęcia z meczu (25)